27 kwi 2013

cienie Kobo

Krótka prezentacja i recenzja tego, co udało mi się uzbierać. Firma Kobo reklamuje się jako profesjonalna, kosmetyki możemy kupić w drogeriach Natura. Ja się oczywiście przy szafie tej firmy skupiłam na cieniach, które są moją słabością :)


Mam 4 cienie prasowane oraz 4 sypkie (pigmenty). Cienie prasowane możemy kupić w pojedynczych, okrągłych, dość porządnych i eleganckich zakręcanych opakowaniach tudzież jako wkłady do magnetycznej paletki (oczywiście te drugie są tańsze).


na górze na bazie, na dole bez:

kolory od lewej to:
1. 101 Coconut - czysta, matowa, świetnie napigmentowana biel
2. 201 Iridescent Pink - opalizujący jasny róż. Właściwie to cień jest dość słabo napigmenowany, daje głównie ten różowy blask - świetny kolor do nałożenia na inny, matowy - ja go nakładałam zwykle na brąz, ale fajnie może wyglądać na granacie czy szarości :) Solo też, do delikatniejszych makijaży.
3. 114 Aubergine - matowa, ciemna śliwka
4. 214 Forrest Green - piękna, błyszcząca, butelkowa zieleń

Coconut i Aubergine są z serii Mono Eye Shadow (matowe), dwa pozostałe z serii Fashion Eye Shadow, czyli błyszczących

A oto pigmenty:



Tu na dole na bazie, na górze bez. Kolory od lewej:
1. 404 Copper - no mi się osobiście ten kolor z miedzią nie kojarzy, zwłaszcza, że matowy. To taki cieplutki, rudy brązik :) użyłam go nad załamaniem w ostatnim (dzisiejszym) makijażu
2. 402 Hot Orange - Tak. Ten pomarańczowy na żywo tak właśnie daje po oczach. Ale bez paniki, na powiece nie świeci aż tak bardzo;) Z intensywnego neonowego pomarańczu staje się po prostu intensywnym (pięknym!) pomarańczem. Mnie osobiście ten kolor (w słoiczku) wręcz hipnotyzuje.
3. 403 True Red - matowa czerwień. Choć w słoiczku kolor zdaje się wpadać w malinę, nałożony na bazę się ociepla i jest zwykłą, czystą czerwienią.
4. 509 Chestnut - Mój skarb! Nawet nie wiecie, ile ja szukałam takiej czerwonej, błyszczącej miedzi :D i w końcu znalazłam, na półce Kobo. No cudo. Pięknie błyszczy, metalicznie. Chyba nie muszę mówić, jak pięknie prezentowałby się na zielonych oczach? <3 Podobnie jak pierwszy :)

Co o tych cieniach sądzę?
1. Duuuży wybór pięknych kolorów :)
2. Cena - hmm ja akurat kupowałam większość w promocjach, tak to jak na moje standardy są dość drogie, choć są warte swojej ceny, zwłaszcza maty.
3. Trwałość. Zarówno prasowane cienie, jak i pigmenty matowe są zdecydowanie trwalsze niż ich błyszczący przyjaciele, których trwałość wcale niestety nie powala. Ale jak ktoś nie ma tak przetłuszczających się powiek jak ja to nawet te błyszczące cienie na bazie powinny spokojnie wytrzymać ile trzeba :)
4. Osypywanie się - pigmenty, jak to sypkie rzeczy, osypywać się lubią. Dlatego zawsze jak planuję ich użyć, najpierw maluję oczy a dopiero potem twarz. No i nakładam dość sztywnym, płaskim pędzelkiem (kocim językiem). Niestety, może też się zdarzyć, że się trochę osypie w ciągu dnia, zwłaszcza przy trochę słabszych bazach, albo jak pozwolimy bazie wyschnąć (pigment się zdecydowanie lepiej trzyma lepkiej, niewyschniętej bazy!). Kobo ma też płyn do pigmentów, który miałam ale skończył mi się na długo przed kupnem któregokolwiek z tych pigmentów ;) Używając go też ograniczamy możliwość osypania się cienia.
5. Wydajność - prasowane cienie sprawiają wrażenie wydajnych. Moje odczucie co do wydajności pigmentów nie jest tak pozytywne, zwłaszcza tego błyszczącego - w słoiczku jest niedużo kosmetyku, a ja na przykład lubię nawalić jego dużą ilość, nierzadko na całą powiekę ;)
6. Pigmentacja - w większości przypadków zadowalająca, dość mocna (poza Iridescent Pink, ale on też ma swój urok)

edit: zapomniałam wspomnieć o konsystencji. Co do pigmentów i prasowanych matowych cieni konsystencja jest taka, jakiej możemy się spodziewać - te pierwsze są dość suche i drobno zmielone, te drugie dobrze sprasowane, dość suche, ale nie sprawiają problemu przy aplikacji. Natomiast mam pewne ale do cieni prasowanych w wersji błyszczącej, jednak ciężko mi to nazwać. Mają dziwną konsystencję, są jednocześnie twarde i kremowe - jakby były zawilgotniałe? Trzeba użyć dość sztywnego pędzelka żeby je wydobyć, albo jeszcze lepiej (choć tego nie lubię) zwykłego gąbkowego aplikatorka lub opuszka palca.

Jak miałyście do czynienia z kosmetykami tej firmy, dajcie znać w komentarzach, co o nich sądzicie! A może zachęciłam was do zaopatrzenia się w któryś z cieni? ;)

11 komentarzy:

  1. ja z Kobo czaję się na odcień Golden Rose, ale najpierw muszę pozużywać moje cieniowe zapasy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wstyd się przyznać, ale oprócz korektora nie miałam niczego z KOBO :/

    OdpowiedzUsuń
  3. 201 wygląda uroczo i bardzo mi się podoba :) chyba właśnie przez tą delikatność :)
    Mam pigment Hot Orange, ale ja nie przepadam za nim (jak za innymi matowymi pigmentami), bo niezależnie jakiej bazy użyję (do cieni lub pigmentów, obie z firmy Kobo) to i tak zbierają się w załamaniu powieki i niestety nie są trwałe :/
    Z cieni prasowanych posiadam 3 kolory, wszystkie mają mocno kremową konsystencję, którą ciężko nałożyć za pomocą pędzla, bardziej sprawdzą się aplikatory lub po prostu opuszek... ale to moja opinia o tych kosmetykach :) niestety nie polubiłam się z nimi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zapomniałam wspomnieć o tym w recenzji. konsystencja matowych cieni które mam jest dla mnie w porządku, ale te błyszczące są dziwne, kojarzą mi się jakby były... zawilgotniałe? trzeba właśnie użyć dość sztywnego pędzelka czy właśnie palca albo aplikatora (co niespecjalnie lubię) bo ich konsystencja jest zbyt zwarta

      Usuń
    2. Czyli maty prasowane są lepsze od błyszczących?? kusi mnie ta śliwka ;) akurat tego koloru mi brakuje :p

      Usuń
    3. nie wiem, czy na podstawie tych 4 cieni, które mam można wystawić obiektywną opinię, ale z tych co mam matowe są zdecydowanie lepsze niż błyszczące ;)

      Usuń
    4. W takim razie muszę znaleźć sobie jakiś cień matowy Kobo i go kupić, mam tylko błyszczące, ale wg mnie są średnie :p

      Usuń
  4. również uwielbiam tę zieleń, kolor ma śliczny :)

    OdpowiedzUsuń